|
poniedziałek, 22 czerwca 2009
Z reklamy szkoły językowej Empik: Totalny new school! Fun z nauki! Żenujące? Jak najbardziej. Język używany na plakatach szkoły językowej świadczy tylko o kompetencjach lingwistycznych tej firmy. Czy lektorzy Empiku mają równie swobodne podejście do języka angielskiego co autorzy reklamy do polszczyzny? Jeśli tak, nie polecam tej szkoły.
wtorek, 09 czerwca 2009
Ostatnimi czasy zawrotną karierę robi słowo „reprodukcyjny” używane w odniesieniu do ludzi. Tę popularność zawdzięcza zapewne debacie o zapłodnieniu in vitro. Mamy więc zdrowie reprodukcyjne, prawa reprodukcyjne czy wiek reprodukcyjny. Szerokie stosowanie słowa „reprodukcja” musi spotkać się ze sprzeciwem, przecież reprodukować można dzieło sztuki, fotografię, zwierzęta i rośliny (w celach hodowlanych), ale nie człowieka. Używając wyrazu „reprodukcja” w odniesieniu do ludzi, odhumanizowujemy proces rozmnażania i całą sferę związaną z rozrodczością. Co paradoksalne, określenia „zdrowie reprodukcyjne” i „prawa reprodukcyjne” używane są na opisanie działań mających poprawić los człowieka i położyć kres różnym nadużyciom (obrzezanie kobiet, przemoc seksualna). A zatem działaniom na rzecz polepszenia ludzkiego losu towarzyszy reifikacja na płaszczyźnie retoryki. Można też zinterpretować to inaczej. Wiele tzw. praw reprodukcyjnych i zagadnień związanych z tzw. zdrowiem reprodukcyjnym dotyczy w istocie przeciwdziałania rodzeniu się dzieci (antykoncepcja, aborcja) czy po prostu życia seksualnego jako takiego, bez uwzględniania płodzenia dzieci. W takim kontekście odchodzenie od wyrazów „rozrodczość” czy „rozmnażanie” wydaje się uzasadnione. Skoro potomstwo nie jest w tym wszystkim najważniejsze, a nawet kładzie się nacisk na zapobieganie ciąży – abstrakcyjne określenia, zaczerpnięte z obcych języków (reproduction to po angielsku „rozmnażanie”, a reproductive - „rozrodczy”) wydają się na miejscu. Skojarzenie ze światem rzeczy, roślin i zwierząt, jakie budzą te słowa, jest jednak tak silne, że przemawia za używaniem tradycyjnych, polskich określeń. Podsumowując: jeśli to możliwe, mówiąc o ludziach, używajmy przymiotnika „rozrodczy” (np. wiek rozrodczy), a nie „reprodukcyjny” czy – o zgrozo! – „reproduktywny” (a takiego grzechu dopuściła się „Polityka”, pisząc: w USA nie ma bowiem prawa ograniczającego liczbę embrionów i rząd nie reguluje medycyny reproduktywnej). A rozrodczość niech pozostanie rozrodczością, rozmnażanie rozmnażaniem. Nie mieszajmy słowa „reprodukcja” do ludzkiej seksualności i płodzenia dzieci.
wtorek, 02 czerwca 2009
Pierwsza strona wczorajszej „Rzeczpospolitej” (artykuł „Rosjanie uratują Opla”): Na placu pozostało tylko rosyjsko-kanadyjsko-austryjackie konsorcjum producenta części samochodowych Magna International i moskiewskiego Sbierbanku. Do szkoły!
sobota, 16 maja 2009
Zapożyczenia są potrzebne o tyle, o ile naprawdę wzbogacają język i służą do wyrażenia czegoś, co za pomocą dotychczas istniejących słów byłoby trudne do wyartykułowania. Kompletnie zbędny jest więc czasownik luknąć. Można przecież spojrzeć, zerknąć, popatrzeć (popatrzyć), rzucić okiem czy po prostu sprawdzić. Słowo „luknąć” jest zatem zupełnie nieprzydatne, nie jest to żaden pomysłowy neologizm, tylko ordynarna kalka z języka angielskiego. Dobrze chociaż, że odmienia się przez osoby, no i pisownia jest zgodna z wymową.
czwartek, 23 kwietnia 2009
Poniżej dowód na to, że rozwój techniki przyprawia językoznawców o ból głowy nie od dziś: Artykuły w prasie na temat słownictwa związanego z aeronautyką, w „Kurierze Warszawskim”: jak mówić? Lotniarstwo czy lotnictwo, lotniarz – lotnik, jednopłaszczyznowiec – jednopłatowiec, latawiec – lotnia – samolot. Krytyka barbaryzmów: amitoptery, helikoptery. Znaleziono nowy wyraz – szybowiec. (Igor Newerly, Wzgórze Błękitnego Snu, Warszawa 2008, s. 90-91)
piątek, 17 kwietnia 2009
W udostępniony przez Ministerstwo Finansów program do wysyłania PIT-ów przez internet wkradł się mały błąd. Może nie językowy, ale typograficzny. Chodzi o zapis liczb, niezgodny z przyjętym w Polsce systemem, w którym separatorem dziesiętnym jest przecinek, a kropka bywa – obok spacji – używana do oddzielenia grup trzech cyfr (tysiące). W interaktywnym formularzu, którym wszyscy od tygodnia się zachwycają, jest zupełnie odwrotnie – tak jak w krajach anglosaskich separatorem dziesiętnym jest kropka, a przecinek rozdziela grupy trzycyfrowe.
Powinno być kolejno: 818,75; 163,75 i 1350,00 (ew. 1.350,00 lub 1 350,00). Zastosowane rozwiązanie nie dość, że niezgodne jest z powszechnie przyjętymi regułami (Polska Norma?), to jeszcze utrudnia uzupełnianie formularza przy użyciu klawiatury numerycznej. W układzie klawiatury Polski (programisty), z którego korzystają prawie wszyscy, naciśnięcie znaku separatora dziesiętnego wprowadza na ekran przecinek, ale formularz MF w ogóle tego znaku nie przyjmuje. Trzeba więc oderwać się od klawiatury numerycznej i wstawić kropkę. Ktoś nawalił. To może być coś więcej niż drobna niedogodność. Liczba tysiąc wprowadzona do internetowego zeznania wygląda tak: 1,000. Każde dziecko odczyta ten ciąg cyfr jako jeden!
piątek, 10 kwietnia 2009
Wczorajsza „Wyborcza”, artykuł „Komisja Europejska włącza MTV na wybory” (s. 26): Finał akcji odbędzie się 30 kwietnia m.in. w Berlinie, Milanie i Pradze. Milan w Polsce nazywany jest Mediolanem. Żeby zajmować się korektą, nie wystarczy znać zasady pisowni i interpunkcji; trzeba mieć też jakieś pojęcie o świecie. Jacek Żakowski w najnowszej „Polityce” (s. 18): Ogłosił w ten sposób kapitulację nauk historycznych przed rządnym sensacji (bardziej niż prawdy) światem tabloidów. Żakowski przyznał się kiedyś do dysortografii, ale to nie jest żadne usprawiedliwienie, bo poprawienie „rz” na „ż” należało do korekty, która się najwyraźniej obija. Komputer nie podkreślił błędu, bo słowo „rządny” figuruje w słowniku («umiejący dobrze, ekonomicznie gospodarować»), uznano więc pewnie, że wszystko jest w porządku. Tymczasem nie o gospodarność, a o pragnienie (żądzę) tutaj chodziło.
poniedziałek, 30 marca 2009
„Wyborcza” z 21-22 marca 2009, krótki tekst „USA. Obama przeprasza za żart” (s. 8): Barack Obama przeprosił za żart, w którym porównał swoje słabe wyniki w bowlingu do wyczynów podczas igrzysk specjalnych A na polski przetłumaczyć nie łaska? Należało napisać raczej o grze w kręgle. Zdaję sobie sprawę z tego, że bowling to tylko jedna z odmian gry w kręgle (obok takich form jak skittles i tenpin bowling), ale polskiemu czytelnikowi, który na tej dyscyplinie zna się słabo, nie powinno zrobić to różnicy. Zwłaszcza że notka dotyczy polityki, a nie sportu, nie ma sensu więc operować specjalistycznym słownictwem. Trzeba było użyć słowa „kręgle”; odmiana tej gry w tekście dotyczącym wpadki prezydenta nie ma przecież żadnego znaczenia. A osoby nieznające angielskiego i nieinteresujące się sportem zrozumiałyby przynajmniej, o co chodzi.
wtorek, 24 marca 2009
„Gazeta na Koniec Zimy” (dodatek „Wyborczej”) z 14-15 marca 2009, artykuł Piotra Burasa „Niemiecki taniec w kryzysie” (s. 26): Potwierdza to Hans Eichel w rozmowie z „Gazetą”: - Znajdujemy się w jednej łodzi i sukces odniesiemy wtedy, kiedy będziemy uzgadniać ze sobą nie tylko politykę pieniężną i fiskalną, lecz także płacową i gospodarczą. Brzmi obco? To kalka z angielskiego in the same boat. Gdy chcemy powiedzieć po polsku o tym, że znajdujemy się w takiej samej (zazwyczaj trudnej) sytuacji, używamy zwrotu jedziemy na tym samym wózku. Najwyraźniej to zbyt trudny frazeologizm dla „Wyborczej”. Nie ma co, lumpenokcydentalizacja pełną gębą! |
Archiwum
Zakładki:
--
Blogi
Słowniki
|